Dziś z perspektywy czasu trudno wyjść z podziwu, jak wiele mógł zrobić jeden uśmiechnięty i wiecznie zdziwiony człowiek. Nie wzywając na barykady i nie burząc szacownych instytucji, odpowiadając dopiero wtedy, kiedy był atakowany, John Cage zaproponował wizję świata, społeczeństwa, człowieka i sztuki, która, nosząc znamiona utopii, głęboko przeorał estetykę XX wieku. Ale tak to już jest, że tylko utopie pozostawiają najwięcej dla następnych pokoleń.
Na początku drugiej dekady XXI wieku żyjemy wciąż w epoce cage’owskiej, a kolejne pokolenia artystów czerpiąc garściami z jego dorobku często nie zdają sobie sprawy, że był tym, który otworzył wiele drzwi w sztuce i, redefiniując zasadniczo jej pojęcie, dał impuls do stworzenia nowych form i gatunków, takich jak performance, sound art czy sound poetry. W sferze muzyki zredefiniował nie tylko samą muzykę i jej status, ale także pojęcie słuchacza, widząc w każdym z nas współtworzących dzieło na równi z kompozytorem.
Rozległość i wnikliwość zainteresowań Cage’a oraz głębokość jego poszukiwań każą nam zastanowić się, czy nie był on swoistym dwudziestowiecznym alchemikiem, który przy pomocy skomplikowanych operacji losowych i łączenia różnych, odległych od siebie znaczeniowo zjawisk, chciał poprzez sztukę odkryć tajemnicę życia. Paradoksalne i symptomatyczne jest też to, że jego poszukiwania, odbierane jako przejaw myślenia na wskroś awangardowego, prowadziły bardzo często w stronę organiczności właściwej sztuce archaicznej. Wybitnym tego przykładem są poszukiwania w obszarze dźwiękowości i dążenie do przywrócenia pierwotnej podmiotowości dźwięku. To przecież w kulturach archaicznych dźwięk, obejmujący szeroką gamę zjawisk, od szmerów po dźwięki natury, był samoistnym znakiem i nośnikiem znaczeń. Pełniąc autonomicznie rozmaite funkcje, zachowywał i przenosił tradycję, będąc również sakralnym elementem obrazu świata. Wydaje się, że za sprawą Cage’a bliskość i pokrewieństwo przestrzeni zajmowanych przez muzykę współczesną i archaiczną są ciągle warte badania i zagospodarowywania.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz